Dzień 1
Otaczali ją ludzie, spora ilość osób zmierzających w różnych kierunkach, wymijających się bez najmniejszego słowa czy choćby zwrócenia na siebie uwagę. Tak jak w normalnym, dużym mieście, gdzie tak naprawdę nikogo się nie zna nie licząc kilku kolegów i koleżanek. Samui, średniego wzrostu, szczupła dziewczyna o ciemnych, czarnych włosach siedziała gdzieś z boku jednej z większych ulic metropolii, którą znała bardzo dobrze, przynajmniej za życia. Obecnie nie żyła, ale mimo wszystko miała się dobrze, szkoda tylko, że niezbyt słuchała gadaniny o całej grze, w którą się wmieszała. Bardziej wciągającym ją zajęciem było myślenie o niebieskich migdałach więc nie licząc kilka pojedynczych słów z całego monologu osoby, która ją wprowadziła do tego świata, nie zapamiętała wiele i jakoś szczególnie się tym nie przejmowała. Dziewczyna poprawiła okulary podnosząc się powoli z ziemi, bez zbędnego pośpiechu jak to zazwyczaj robiła. Wzięła głębszy wdech i zaczęła machać jedną ręką jak szalona wołając dookoła dosyć głośno zresztą:
- Czy ktooooś mnieeee słyyyyyszy? - nikt jej nie odpowiedział co ostatecznie potwierdziło teorię, że jednak jest martwa
Dotąd miała nadzieję, że jest to kolejny, głupi sen spowodowany zjedzeniem zbyt dużej ilości rzeczy na noc, ale wychodziło na to, że nie ma tak dobrze. Podparłszy się pod boki Samui zmarszczyła lekko brwi. Przez chwilę zastanawiała się co ma zrobić, ale ponieważ jak już wcześniej zostało wspomniane, na wykładzie dotyczący instrukcji tej całej gry nie uważała, było to myślenie bezowocne, które w najgorszym wypadku mogło zakończyć się migreną z powodu zbytniego przemęczenia szarych komórek. Przy okazji kładąc ręce na biodrach poczuła, że ma coś w kieszeniach swoich krótkich, czarnych spodni. Sięgnęła do nich ręką i wyciągnęła własną komórkę oraz dwie przypinki, które przypominały wyglądem te noszone przez nią na plecaku.
Niezbyt ładne. - stwierdziła krytycznie przypatrując się pierwszej, na której znajdowała się ni to czaszka ni to dziwny wzorek, druga także nie przypadła jej do gustu
Fioletowo-błękitna przypominająca sopel. Cóż, mogło być gorzej, grunt, że dostała je za darmo. Najwyżej potem gdzieś sprzeda. Przez chwilę kruczowłosa osóbka, z oczyma ledwie widocznymi zza przyciemnionych szkieł okularów, bawiła się dwiema przypinkami, gdy nagle, dość niespodziewanie COŚ się stało. Trudno jej było dokładnie określić co to było. W pewnej chwili usłyszała w swojej głowie ogromną ilość głosów, z których każdy wyrażał inne myśli i pragnienia. Samui, nie lubiąca zbytnio hałasu, zatkała uszy upuszczając przy okazji przypinkę z czymś na kształt czaszki na czarnym tle. W tym samym momencie wszystko ustało. Dziewczyna odetchnęła z ulgą nachylając się nad upuszczonym przedmiotem i podnosząc go do góry bardzo ostrożnie.
- Huh
Niezła zabawka
- stwierdziła po czym przyglądnęła się uważnie drugiej przypince - Ciekawe co ona robi
Następne kilkanaście minut minęło Samui na nieudanych próbach uaktywnienia drugiej rzeczy, którą dostała. Jej mozolny trud nie przynoszący i tak żadnych efektów przerwał SMS, który dostała nagle na swoją komórkę. Chowając zabawki, które najwyraźniej były częścią całej te dziwacznej gry, otworzyła wolną ręką klapkę swojego telefonu i przeczytała wiadomość.
Dostań się jakoś do Statuy Hachiko. 33 minuty. Zawal a zostaniesz skasowany.
- Kolejny głupi łańcuszek w stylu prześlij to dziesięciu osobom, a umrzesz? Że też nawet po śmierci nie możemy uwolnić się od durnych spamów. - zauważyła dziewczyna sentencjonalnie kasując wiadomość
Po chwili jednak ku jej zaskoczeniu przyszła ona po raz kolejny. Rozdrażniona, ciemnowłosa osóbka prychnęła i zamknęła, nieco zbyt mocno, klapkę od telefonu chowając go do kieszeni.
- Dobrze co teraz
- powiedziała ponownie do siebie
W sumie gdyby nie to, że i tak nie żyje pewnie zaczęłaby się martwić o swoje zdrowie psychiczne, ale będąc samemu niewidocznemu dla reszty społeczeństwa trudno jest zachowywać wszystkie zmysły. Odnośnie tego, co powinna teraz zrobić pamiętała co nieco zasad odnoszących się do partnera, czyli osoby, którą trzeba znaleźć
No tak, tylko gdzie ona znajdzie jakiegoś um idiotę gotowego połączyć się z kimś takim jak ona.
- Budynek 104! - krzyknęła na głos odpowiadając na zadane w myślach pytanie
Budynek 104 był mekką młodzieży mieszkającej w Shibuyi. W wysokiej budowli można było znaleźć sklepy wszystkich najmodniejszych marek w całym mieście. Tam na pewno uda jej się kogoś znaleźć. No tak i tu pojawił się kolejny problem. Owe miejsce było daleko, zbyt daleko by Samui chciało jej się tam iść. Dziewczyna westchnęła krzyżując ręce na piersi. W pewnym momencie kątem oka dostrzegła coś, co zdecydowanie nie pasowało do krajobrazu miejskiego. Trzy zielone żabki skaczące w jej stronę.
Eee? - stwierdziła bardzo inteligentnie nasza bohaterka spoglądając na to niesamowite zjawisko, które powoli zbliżało się w jej stronę
I jak się po chwili okazało zjawisko było też bardzo niebezpieczne. Gdy pierwsza z żab wskoczyła na dziewczynę, ta próbowała ją strzepnąć, ale z niewielkim skutkiem. Dopiero gdy jej przeciwnik zdzielił ją po głowie swoimi skocznymi nogami, zniknął tylko po to by kolejne ze zwierząt zaatakowało. Nie było wyboru. Samui podjęła jedynie słuszną decyzję i kierując się słowami Sun Tzu, wybitnego teoretyka strategii, zwiała z pola bitwy byle dalej. Uciekając tak skierowała swoje kroki ku budynkowi 104 docierając tam po jakimś czasie i zatrzymując się nareszcie by odsapnąć. Do tego by coś zrobić Samui zawsze potrzebowała motywacji, a najlepszą motywacją w owym momencie był atak stada zielonych żabek o niecnych zamiarach. Dziewczyna rozejrzała się dookoła. Teren co dziwne był tutaj pusty, ale to i lepiej. Dodatkowo na horyzoncie nie było śladu tych stworzeń
Noiseów, o ile dobrze Samui pamiętała tak im właśnie było. Nagle w oddali zauważyła chłopaka. Cóż wypadało zaryzykować, a partner, który będzie za nią robił sporo męczących rzeczy zawsze się przyda.
- No, wiedziałam że w końcu ktoś tu przyjdzie. Nie chciało mi się iść szukać, więc dobrze że sam tu przyszedłeś. - stwierdziła głośno pomijając fakt ucieczki przed bandą agresywnych płazów, uważała, że nie jest on szczególnie istotny w danym momencie
Wyraz zdziwienia pojawił się na twarzy chłopaka. Więc ją słyszał, a to dobrze rokowało na przyszłość. W sumie nie był zły, młody, nieco wyższy od niej, szatyn. Zawsze mogło być gorzej. Nie zrażona brakiem odpowiedzi ze strony nowej osoby dziewczyna kontynuowała.
- Cóż, nie żebym mogła ci pomóc. Nie umiem w sumie nic specjalnego. Ale cóż, jeśli chcesz przetrwać w tej grze to musisz ze mną zawiązać kontrakt. Przykro mi.
Kontrakt, więź pomiędzy dwoma osobami. Bez niej nie można było dalej grać, po prostu się znikało, a śmierć takiej osoby stawała się faktem. Samui tego mimo wszystko nie chciała jeszcze tak skończyć. W końcu żyło jej się całkiem dobrze i przyjemnie. Chłopak wciąż nie odpowiadał, a przecież za jego plecami dziewczyna zauważyła zbliżające się stworzenia, które oczywiście nie miały przyjaznych zamiarów.
- Cóż, język ci urwali? - zauważyła spoglądając na milczka sponad swoich okularów - Jeśli chcesz przeżyć to to jest dobry moment żeby się zgodzić, Noisey są za tobą. - zauważyła beztroski tonem jakby rozmawiali o pogodzie, a nie o grze na śmierć i życie
-
Akceptuję. - odezwał się nareszcie nieznajomy
*Patrzcie państwo on umie mówić, spora nowość.*
Zauważyła w myślach ironicznie kruczowłosa panna. Nagle jej oczy rozszerzyły się lekko ze zdumienia gdy oboje zaczęli świecić na niebiesko.
*Nie ma to jak efe
Ej, a tego gdzie wcięło?*
Została sama. No fajnie. Oczywiście kto byłby na tyle głupi by pomóc bezbronnej dziewczynie w potrzebie? Dodatkowo takiej dziewczynie, która nic nie umie?
*Eh wychodzi na to, że kobieta musi radzić sobie sama!*
Stwierdziła Samui odgarniając kosmyk czarnych włosów za ucho i wyjmując drugą przypinkę, której zdolności jeszcze nie znała.
- No mam nadzieję, że tym razem się uda, bo jak nie
Nie dane jej było jednak dokończyć zdania gdyż nagle tuż przed nią wystrzelił z ziemi sopel lodu zabijając jednego z dziwnych wilków, które biegły tuż za jej nowym partnerem.
*Nieźle
*
Powiedziała w myślach dziewczyna odskakując do tyłu. Może jednak nie potrzebne było jej wsparcie i da sobie radę sama? Przynajmniej na to wychodziło patrząc po tym co udało jej się stworzyć przy pomocy jednej, małej przypinki. Zadowolona z siebie Samui zauważyła, że i kolejny z potworów zniknął bez śladu choć tym razem nic nie zrobiła. Cóż. Grunt, że już go nie było. Pozostał tylko ostatni. Chwila skupienia i
i nic. Stała tam gdzie stać miała tylko zamiast lodowego sopla otaczała ją spora ilość dziwacznych pocisków, które w pewnym momencie po prostu samoistnie wystrzeliły w stronę wilka, sprawiając, że stał się on już tylko wspomnieniem. Po chwili wszystko wróciło do normy. A tuż przed nią stał ów rycerski osobnik, który zostawił damę w potrzebie. Dziewczyna uznała, że warto mu zrobić o to awanturę to też szturchnęła go dosyć mocno w plecy.
- Gdzie ty byłeś? Miałeś mi pomagać walczyć, a nie
- - westchnęła, przez niego musiała zmusić się do wysiłku, współpraca nie zaczynała się zbyt dobrze - Wiesz dobrze że ja nic nie umiem no! - dodała udając złość i malowniczym gestem wykonując foch z przytupem uderzając z impetem stopą o podłoże
- To samo tyczy się ciebie, gdzie ty kurka byłaś? - zaatakował ją niespodziewanie chłopak
Samui zmarszczyła swoje ciemne brwi.
- Walczyłam toż! Rany
Mogłam słuchać kiedy mi tłumaczyli na czym to wszystko polega
- zauważyła powstrzymując jęknięcie
- Chociaż mamy jedną rzecz wspólną. - zauważył jej partner
Dziewczyna znowu musiała powstrzymać jęknięcie. Nadzieję miała, że znajdzie kogoś kto słuchał zasad tej idiotycznej gry, ale nadzieja widocznie matka głupich
Oto utknęła tutaj z osobą, która również nie ma o niczym podejścia. Miło.
- Samui, a ty? - powiedziała po chwili, przypominając sobie o podstawach grzeczności i o tym, że nic w sumie o chłopaku nie wie
-
Shozo. - odpowiedział nie spoglądając na nią, a na swoją prawą dłoń - Nie chce przerywać tej jakże wspaniałej chwili i w ogóle, ale mamy 5 minut na dobiegnięcie do statuy Hachiko
*No nie mówcie, że on dał się nabrać na ten spam?*
Samui o mało co nie wybuchła śmiechem po czym machnęła lekko ręką bagatelizując całą sytuację.
- Ie tam, nie chce mi się. Jestem zmęczona po walce. - stwierdziła opadając na ziemię jak gdyby nigdy nic
Tym razem nikt, ani nic, nawet głupie żaby, nie ruszą jej z miejsca! Spojrzała na swojego partnera i z uśmiechem dodała coś jeszcze do swojej wypowiedzi, coś co kompletnie wyprowadziło go z równowagi. W stanie wściekłości zabawnie wyglądał.
- Niech ktoś inny wykona to zadanie. - powiedziała upierając się plecami o ścianę budynku i podciągając kolana pod brodę
Byłoby nawet przyjemnie gdyby nie fakt, że ten niezbyt wesoły Shozo zaczął wrzeszczeć jak opętany. Zupełnie jakby to miała być sprawa życia i śmierci! A wróć
To była sprawa życia i śmierci. No, ale co z tego? Samui była zmęczona, więc Samui się stąd nie rusza. Kropka.
- Że co proszę? NIKT INNY TEGO ZA CIEBIE NIE ZROBI, WIESZ?! Jesteś tak leniwa że nie możesz nawet pobiec przez te 2 minuty?!
*Hm
Pomyślmy
Tak?*
Zauważyła w myślach, mrużąc lekko oczy skryte za ciemnymi szkłami okularów korygujących jej wadę wzroku i uzbrojonych w niezawodne fotochromy, pozwalającej na bezproblemowe widzenie podczas słonecznej pogody. Co raz mniej podobała jej się ta znajomość. Czemu ludzie nigdy nie mogą zrozumieć, że jest zmęczona, i że czegoś może jej się po prostu, po ludzku nie chcieć. To takie dziwne? Każdy robi coś w życiu, ona także, odpoczywa. To bardzo ważna część każdego dnia jej egzystowania. Śmierć nie była na tyle doniosłym wydarzeniem by zmienić tą kwestię w jej istnieniu.
- Tak, jestem na tyle leniwa, i co z tego? - odpowiedziała zgodnie z prawdą nie spuszczając wzroku z Shozo
Po chwili zaczęła się śmiać. Cała sytuacją była zabawna na swój sposób, szczególnie z powodu tego ponuraka, który tak przejął się jednym, głupim łańcuszkiem, których miliony dostaje się każdego dnia. Ciekawe czy gdy żył też brał wszystkie takie rzeczy na poważnie?
- Wyluzuj, to nie jest tak że jesteśmy jedynymi graczami. No i jeśli ci nie pasuje to było trzeba znaleźć sobie lepszego partnera, jak już mówiłam, ja nic nie umiem, partnerze. - dodała znowu zaczynając się śmiać
Jej partner niestety nie był w podobnym do niej nastroju i bez słowa, hamując widocznie swoją wściekłość, bezceremonialnie chwycił ją za rękę i zaczął ciągnąc po ziemi co mimo wszystko bolało Samui, choć on zdawał się tym nie przejmować.
- Przestań no! To boli! zaczęła krzyczeć mając nadzieję, że może wysokie fale dźwiękowe zadziałają na tą istotę pozbawioną jakiegokolwiek poczucia humoru
Cóż przynajmniej nie musiała chodzić.
- Nie marudź, było trzeba wstać. - zauważył bezdusznie jej oprawca nie przerywając marszu
W końcu na całe szczęście znaleźli się w odpowiednim miejscu, tuż pod statuetką w postaci psa, słynnego Hachiko. Shozo nareszcie puścił dziewczynę, a ta mogła sobie wreszcie ponarzekać dowoli wstając powoli z betonu i otrzepując swoje szlachetne, zapakowane w czarne spodnie, cztery litery, które bolały ją teraz niemiłosiernie.
- Uh
Ale mnie teraz tyłek boli
- mruknęła spoglądając na swojego towarzysza krytycznym spojrzeniem
W tej chwili oficjalnie była obrażona co widać było po jej wzroku, ustach zaciśniętych w wąską linię i skrzyżowanych na piersi rękach.
- Cicho tam, ważne że zdążyliśmy. Jedno zadanie z głowy, jeszcze 6 przed nami. - przerwał je Shozo w niezbyt grzeczny sposób
- Widzę że jednak lepiej słuchałeś niż ja
- westchnęła
*Choć tyle dobrego.*
Po chwili jednak ponownie uznała, że cała sytuacja na swój sposób jest komiczna.
- Chyba pod tym względem mam szczęście! Przynajmniej mój partner coś umie i wie!
*Choć charakter ma spaczony do granic możliwości. Więcej uśmiechu na twarzy! To podobno zwiększa długość życia. No
Chociaż twojego i tak póki co nie zwiększy.*
-
Zamknij się póki co
Coś mam wrażenie że to będzie długi i ciężki tydzień, jeśli tak dalej będziesz się zachowywać.
No patrzcie państwo i to on miał jeszcze do niej pretensje! A sam to niby jaki był? Ponurak, zbyt poważnie biorący wszystko do siebie. To jej należy bardziej współczuć. Chociaż z drugiej strony sama ze sobą też raczej nie chciałaby utknąć.
-To ty powinieneś też trochę wyluzować, to nie jest tak że zginiemy jeśli czegoś nie zrobimy.
- Zginiemy, przecież dostałaś SMS-a z informacją o misji.
*Po pierwsze i tak już nie żyjemy, po drugie
To była informacja o misji?!*
- Skasowałam go.
- Huh? Jak to skasowałaś? - zapytał zaskoczony i lekko rozdrażniony chłopak
Samui uśmiechnęła się uroczo, przynajmniej w jej mniemaniu.
- Nie potrzebuje spamu na skrzynce, co prawda i tak wiadomość przyszła jeszcze raz
Głupi spam
Ale cóż, nic się na to nie poradzi. Mam nadzieję na miłą współpracę przy tej grze, partnerze.
Uderzyła go po tych słowach niby przyjacielsko w ramię. Niby bo włożyła w to znacznie więcej siły niż było trzeba. Wciąż była obrażona za to ciągnięcie jej po ulicy.
- A ja mam nadzieje że te zadania nie będą trudne
Bo inaczej nie mamy szans.
*Odpowiednie podejście to podstawa sukcesu, taaak.*
- Cóż, są jeszcze inni gracze. Jak oni wykonają zadanie to my też przeżyjemy, więc chyba nie jest tak źle, co? - stwierdziła wzruszając ramionami i zdejmując okulary
Spojrzała w niebo. Czy jej się zdawało, czy zaczynało się powoli chmurzyć? Zastanawiając się nad tym co zrobi gdy zacznie padać jakby z daleka usłyszała skierowane do niej słowa partnera.
- Wygląda na to że ty się niczym nie przejmujesz...
*Mhm, tak to pewnie wygląda
*
Zauważyła w myślach wzdychając lekko.















Comments
Kończąc na słodzeniu - nic dziwnego, że jesteś prawdopodobnie najbardziej docenionym MG na Shinsei. Nadal nie mogę się przyzwyczaić do tutejszego stylu postów (Ten tekst też jest nim nasiąknięty), ale jeżeli nadal będziesz wypisywać z siebie takie ilości takiego tekstu, to wyrośniesz na jakąś JK. Rowling
--
"I've thrown away 'the book', you read it too many times"
Previous PageNext Page